Medycyna niekonwencjonalna w służbie Straży Granicznej.

2018-12-27
Medycyna niekonwencjonalna w służbie Straży Granicznej.Ci którzy patrolują tak zwaną „zieloną granicę”, muszą świetnie znać teren, za który odpowiadają. Na tym jednak nie koniec, muszą też  świetnie prowadzić samochód terenowy, motocykl crossowy, skuter śnieżny czy quada. Bez tych  kompetencji sobie nie poradzą. Do tego konieczna jest znajomość broni, zapisów prawnych związanych z jej używaniem, a także umiejętność sprawnego posługiwania się nią. To nadal tylko część  wiedzy, którą muszą przyswoić sobie funkcjonariusze. Do tego trzeba jeszcze prowadzić działania operacyjne, umieć rozmawiać z ludźmi i tworzyć na podstawie otrzymywanych od nich informacji  odpowiednią dokumentację, którą w przyszłości w razie potrzeby będzie można wykorzystać. A co ze środkami łączności? Przecież na służbie trzeba być w stałym kontakcie z dyżurnym. Jak to zrobisz jeżeli nie będziesz wiedział jak działa radio? Jak to zrobisz jeżeli nie będziesz znał kodów wywołania? To wszystko każdy funkcjonariusz musi mieć opanowane na przysłowiową „blachę”. Wszystkie te umiejętności powinny stanowić praktycznie część Twojego DNA. Idąc na służbę powinny one działać w twojej podświadomości jak automat. Podobnie jak czynności, które wykonujesz przy zmianie biegów jadąc samochodem. Nie zastanawiasz się jak zmienić bieg i kiedy włączyć sprzęgło, po prostu to robisz. Cała powyższa lista, to jeszcze nie wszystko, co musisz opanować. Można jeszcze dodać do tego umiejętność rozpoznawania śladów, a przy zatrzymaniu osoby nielegalnie przekraczającej granicę, która może zachowywać się agresywnie, również chwyty obezwładniające, a także sposoby kajdankowania.
Omówiłem tylko zakres obowiązków funkcjonariusza, którego głównym zadaniem jest patrolowanie „zielonej granicy”, a co z tymi którzy prowadzą odprawę na przejściach granicznych? Ich wiedza i znajomość „fachu”są równie imponujące. Codziennie przez ich ręce przechodzą setki paszportów z krajów, które  są ogólnie znane, ale także tych o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Każdy funkcjonariusz dokonujący odprawy, musi znać wzory wszystkich dokumentów uprawniających do przekroczenia granicy. Mało tego musi umieć rozpoznać, który z nich jest ewentualnie podrobiony bądź  przerobiony. Owszem ma do tego narzędzia, które ułatwiają mu taką ocenę, jednak żeby ich użyć musi wiedzieć na co zwrócić uwagę Przy takich działaniach trzeba nie tylko wyłapywać w paszporcie detale, które nie pasują do wzorca. Często ważniejsze jest bycie dobrym psychologiem. Zdarza się bowiem, że o dokładniejszej kontroli konkretnego paszportu, decyduje zachowanie podróżnego, który się nim posługuje. Funkcjonariusz widząc nerwowe lub odbiegające od normy zachowanie osoby przekraczającej granicę, decyduje, że należący do niej dokument należy poddać szczegółowej analizie. Niejednokrotnie podczas takiej analizy okazywało się, że faktycznie dokument jest podrobiony. Warto wspomnieć też, że część z tych osób zajmuje stanowiska kierownicze, co dodatkowo wiąże się z umiejętnością zarządzania zespołem ludzi, a jak wiadomo nie jest to rzeczą łatwą.
Ten wstęp, to wprowadzenie do pewnej historii, którą chciałem Wam opowiedzieć. W 2005 roku przeniosłem się z Nowego Sącza do Balic. Tam przekonałem się, że do szerokiego wachlarza umiejętności jakie musi posiadać funkcjonariusz Straży Granicznej zaliczyć trzeba także znajomość medycyny niekonwencjonalnej. W tych latach bowiem na ulicach i bardziej ruchliwych rondach w Krakowie można było spotkać masę inwalidów i matek z dziećmi, którzy zajmowali się żebraniem. Niemal w 100% byli to obywatele Rumunii, która w tamtym okresie nie należała jeszcze do struktur UE. Podczas służby nie raz odbierałem telefony z informacjami, że na przykład na Rondzie Matecznego jest żebrzący człowiek, najprawdopodobniej obywatel Rumunii, który z dużym prawdopodobieństwem przebywa w Polsce nielegalnie. Oczywiście osoba dzwoniąca bardzo często była po prostu konkurencją, dla tego na którego składała donos. Chodziło bowiem o wyeliminowanie osobnika z rynku, a tym samym przejęcie jego miejsca. Po jednym z takich telefonów grupa operacyjna pojechała „zgarnąć” gościa. Całością tematu zajęła się rzutka koleżanka  z operatywy. Trzeba tu wspomnieć, że w tamtym czasie w pomieszczeniu grupy operacyjnej, które miało powierzchnię 4x6 metrów kwadratowych, pracowało trzech funkcjonariuszy, którzy w tym pokoju mieli też swoje biurka i szafy pancerne. Ścisk był niewiarygodny. W takich właśnie warunkach,  wspomniana funkcjonariuszka prowadziła przesłuchanie delikwenta.
Warto wspomnieć, że  przy tego typu czynnościach tworzy się sporo dokumentacji. Notatki, protokoły z przeszukania, przesłuchania, itp. Ze wszystkimi dokumentami delikwent musi się zapoznać. W tym celu za każdym razem musi się pofatygować i podejść do biurka.
Ów człowiek o kulach zadanie miał utrudnione. Te kule wiecznie mu przeszkadzały. Przechodząc wąskim przejściem między biurkami za każdym razem o coś zahaczał i z biurka spadały kolejne przedmioty, czasami potrącał też osoby pracujące obok. Po podejściu nie bardzo miał co z tymi kulami zrobić, bo nie było miejsca, żeby je gdzieś oprzeć lub odłożyć, więc wywijał nimi bez mała jak Wołodyjowski szablą. Po którejś z kolei takiej „wycieczce: dziewczyna nie wytrzymała nerwowo i krzyknęła.
- Kurwa! Zostaw te kule i podejdź jak człowiek.
Ku jej wielkiemu zdziwieniu rzekomy inwalida odłożył kule i podszedł tak eleganckim krokiem, jak oficer składający meldunek Prezydentowi RP podczas uroczystości z okazji 11 listopada.
W mojej ocenie nie można tego nazwać inaczej jak cudownym uzdrowieniem. W straży Granicznej nie wystarczy być dobrym w swojej robocie, trzeba posiadać ponadprzeciętne umiejętności.
Pokaż więcej wpisów z Grudzień 2018
Podziel się swoim komentarzem z innymi
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixelpixel